Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 5 czerwca 2014

"Ale poznam.."

(...) i bosko szaro zielone oczy wpatrzone w nią.
-Uwierz nie prześladuję Cię.
-Ja..
-Słuchaj, naprawdę przepraszam. Nasza znajomość nie zaczęła się tak jak powinna. Na imię mi Robert, wprowadziłem się jakieś 2 tygodnie temu.  Naprawdę Cię przepraszam. Nie wiem w jaki sposób to zrobiłem, ale nie chciałem zrazić Cię do mnie.
Magda spojrzała w jego oczy, były bosko piękne. Jednakszybko oprzytomniała i po raz kolejny wmówiła sobie, że jego urok nie działa.W końcu odwróciła się i odeszła szybkim krokiem. Wiedziała, że zachowała się dziwacznie jednak nie potrafiła powiedzieć dlaczego. W głowie szumiały jego słowa a przed oczami miała te boskie oczy.. Przechodziła szybkim krokiem przez ulice i usłyszała za sobą krzyk Roberta. Nagle poczuła okropny ból. Obraz zaczął się rozmazywać. Czuła jak upada. Słyszała krzyki ludzi. Nie mogła panować nad swoim ciałem nic nie czuła.. Obraz zaczął znikać i zobaczyła jedynie czarną plamę. Zapanowała ciemność...

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-Czy wszystko się udało ?
- Raczej tak, chociaż musimy poczekać by się upewnić. Jestem dobrej myśli
- Szkoda by było gdyby coś poszło nie tak. Taka piękna młoda dziewczyna... Aż strach myśleć.
Rozmowę lekarzy przerwało pukanie do drzwi.
-Proszę.
Drzwi otworzyły się i ukazała się małego wzrostu tęga o sympatycznej twarzy pielęgniarka.
-Panie doktorze rodzice tej dziewczyny chcą porozmawiać.
-Niech wejdą. Doktorze Grisdale potem dokończymy rozmowę.
Wysoki mężczyzna oraz pielęgniarka opuścili gabinet, zaraz potem do gabinetu weszła Wysoka i ładna kobieta a obok niej szedł wysoki mężczyzna.
-Co z naszą córką?
-Jest zbyt wcześnie by to stwierdzić jednak sądzę, że wszystko będzie dobrze. Złamanie nogi, ręki oraz kilka żeber. Wstrząśnienie mózgu i niewielki uraz kręgosłupa, ale to nie groźne. Było by gorzej gdyby nie ten chłopak. Mogło by dojść do poważnego urazu kręgosłupa a wtedy pańska córka nie mogła by chodzić. Więc radze dobrze podziękować temu chłopakowi.
- A co z nim ?
-Lekkie wstrząśnienie mózgu i złamana ręka. Nic groźnego.
-Kiedy pan ją wypisze ?
-Długo to potrwa.
- Dziękujemy, czy możemy do niej zajrzeć ?
-Tak oczywiście.
Małżeństwo wyszło z gabinetu i skierowali się do pokoju numer 7. Otworzyli drzwi. Zobaczyli nie wielki pokój. Znajdowało się tak tylko łóżko niewielki stoliczek nocny, szafa, krzesło oraz drzwi do toalety. Na łóżku leżała Magda. Głowa była cała w bandażach, Na ręce widać było gips. Noga była zawieszona na specjalnym wyciągu. Rude włosy układały się na poduszce. Twarz miała bladą, ale nadal bosko piękną. Spała. Matka Magdy usiadła na krześle i spojrzała na córkę.
NASTĘPNEGO DNIA

Magda lekko uchyliła oczy. Strasznie bolała ją głowa. Widziała kolorowe rozmazane plamy potrzebowała kilku minut by zobaczyć normalny obraz i uświadomić sobie gdzie jest. Gwałtownym ruchem próbowała wstać. Co skończyło się syknięciem bólu. Do pokoju weszła pani pielęgniarka oraz lekarz.
-Dzień dobry, cieszę się, że się obudziłaś Madziu.
-Dzień dobry, pan to kto ?
-Jestem Twoim lekarzem. Miałaś wypadek. Potrąciło Cię auto.. Dość potężne auto. Przeszłaś kilka operacji.
Magda potrzebowała chwili by wszystko sobie poukładać w głowie.. W końcu zapytała.
- Gdzie moi rodzice ?
-Pojechali po Twoje rzeczy.
Magda spojrzała na stoliczek obok niej. Zauważyła piękny bukiet kwiatów. Lekarz zauważył na co patrzyła i powiedział.
-To od chłopaka, który Cię uratował.
-Co ?
-Odepchnął Cię. Gdyby nie to prawdopodobnie nie mogłabyś chodzić albo nie było by Cie tutaj. Sam chłopak też nie wyszedł bez szwanku. Ale to nic poważnego.
Magdę uderzyło wiele myśli."To był Robert.. Nie zna mnie, ale mnie uratował.. czemu? czy aby na pewno nic mu nie jest? zachowałam się okropnie.. Muszę go przeprosić."
-Puki co musisz leżeć Madziu jesteś osłabiona. Zaraz przyniosą śniadanie. Do widzenia.
-Dziękuję, do widzenia..
Magda zatopiła się w myślach... Minęło kilka minut i usłyszała pukanie. "Pewnie śniadanie"
-Proszę.
Jednak to nie było śniadanie. To był on. Na ręce miał gips. Jego długie włosy spadały falami na ramiona. Wzrok miał smutny, zmęczony, ale zarazem pełen nadziei. Podszedł do łóżka i usiadł na krześle. Patrzyli na siebie przez pięć minut. nie mogli oderwać od siebie wzroku.
-Dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego ryzykowałeś własnym życiem by uratować osobę, której nie znasz.
-To dziwne, ale w tamtym momencie poczułem, że nie mogę Cię stracić.
-Ale przecież mnie nie znasz.
-Ale poznam..
Powiedział i odgarnął jej włosy..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz